+1. Punkt dla Google’a?

Data wpisu: 2011-03-30 – 21:12

Nareszcie!

Wygląda na to, że oprócz Personal Blocklist, Google wytoczył kolejne działo przeciwko spamerom i manipulowaniu wynikami wyszukiwania. Modny obecnie crowdsourcing ma pomóc w filtrowaniu wyników wyszukiwania. Jakiś czas temu wprowadzona funkcjonalność “poprawiania” wyników dla zalogowanych użytkowników była więc tylko forpocztą zmian (chociaż Matt Cutts zarzekał się, że Google bazuje tylko na swoich algorytmach). Czuję, że to trochę jak przyznanie się do porażki, ewidentnie algorytmy Google’a nie były w stanie poradzić sobie z pomysłowością pozycjonerów na całym świecie. Dla mnie osobiście to bardzo dobra zmiana (zaraz po ostatniej modyfikacji algorytmu, która miała zmniejszyć siłę zapleczy pozycjonerskich). Dla etycznej części branży SEO to znak, że ich działania mogą okazać się skuteczniejsze niż pomysłowe maszynki do spamowania. To także dobra wiadomość dla wszystkich firm, które w pocie czoła budowały latami wartościową treść.

Więcej informacji na temat Przycisku +1 na oficjalnym blogu Google.

Tematy: , ,

Udowodnij, że jesteś człowiekiem – krótko o CAPTCHA

Data wpisu: 2009-07-17 – 14:21

Do napisania tej krótkiej notki skłoniło mnie wyjątkowo nieprzyjemne CAPTCHA na stronie NASKu, konieczne do sprawdzenia domeny w bazie WHOIS. Zacząłem się zastanawiać, gdzie jest granica pomiędzy używalnością strony a chęcią zabezpieczenia się przed niepowołanym użyciem. Myślę, że na stronie NASKu mamy przykład dużej nieudolności i braku szacunku dla użytkownika. Łatwo mogę wyobrazić sobie wyjątkowo wrednego admina, który umieścił taki, a nie inny skrypt CAPTCHA. Sytuacja ta przypomina nagły pęd sieci hipermarketów do ekologii: pod płaszczykiem poszanowania środowiska naturalnego wprowadzono płatne reklamówki (są tak samo nieekologiczne, jak były) żebyś to TY użytkowniku za nie płacił. Oszczędność kilkudziesięciu groszy na każdym kliencie w skali sieci przekłada się pewnie na miliony złotych. Tak samo jest z CAPTCHA – firmy przerzucają na użytkownika własne problemy z brakiem wiedzy i umiejętności w zarządzaniu informacją. Pół biedy, kiedy jest to serwis, z którego korzystać nie musimy – obędę się bez bazy WHOIS Nasku. Gorzej, gdy mój własny bank lub inna instytucja zmusza mnie – swojego użytkownika – pod pozorem tajemniczych “względów bezpieczeństwa” do rozwiązywania nieczytelnych CAPTCHA. Na ironię zakrawa fakt, że CAPTCHA nie jest ani skuteczne, ani wygodne. Nie jest to też wcale jedyny i najlepszy sposób na udowadnianie swego człowieczeństwa. Zamiast męczących CAPTCHA można po prostu użyć krótkiego programu w JavaScript, którego nie uruchomi i nie “zrozumie” bot próbujący wypełnić formularz. Jest to metoda, z której osobiście często korzystam i która jest bardzo skuteczna oraz całkowicie przezroczysta dla ludzkiego użytkownika. Jak każde rozwiązanie techniczne nie jest doskonałe (dla tego promila osób które wyłączają JavaScript w przeglądarce), jest jednak na pewno o wiele wygodniejsze niż stosowanie CAPTCHA.

PS. W Indiach powstają firmy zatrudniające setki osób do rozwiązywania CAPTCHA. Kosztuje to 1 USD za 1000 rozwiązanych obrazków. Prawdziwe wdrożenie idei “human computing”.

Tematy: , ,

Śledzenie zdarzeń w Google Analytics (event tracking)

Data wpisu: 2009-04-02 – 00:02

Funkcjonalność,  o której piszę nie jest jeszcze dostępna standardowo użytkownikom Google Analytics. Można za to zapoznać się z dokumentacją, znajdującą się pod adresem Event Tracking Overview. Event Tracking, to mechanizm, który w dużym skrócie pozwala na śledzenie specyficznych zdarzeń na stronach internetowych, takich, które nie generują przeładowania strony, stąd ich śledzenie klasycznymi metodami w Google Analytics było utrudnione (chociaż nie niemożliwe). Korzystając z cytowanej strony, pozwolę sobie przytoczyć główne zastosowania modułu Event Tracking. Mechanizm pozwala na badanie:

  • zdarzeń w aplikacjach Flash, szczególnie w playerach video
  • elementach stron wykorzystujących technologię AJAX
  • gadżetach/widżetach
  • ściągania plików (np. .pdf’ów lub .zip’ów)
  • czasu ładowania stron lub ich elementów

Ze swej strony chciałby dodać, że Event Tracking pozwala także na bardzo ciekawe (potencjalnie) badanie ruchu myszy – bez konieczności kliknięcia. Można w ten sposób określić, czy użytkownik poruszał kursorem myszy nad dowolnymi elementami (zdefiniowanymi jako <div>) strony.

Typowe wykorzystanie modułu Event Tracking definiuje się np. w ten sposób:

_trackEvent(category, action, optional_label, optional_value)

Poszczególne parametry oznaczają: kategorię zdarzenia (np.: w playerze video zdefiniujemy ją jako “Videos”, a w sekcji plików do ściągnięcia np.: “Downloads”); akcję wykonaną przez użytkownika (np.: “Play”, “Stop”); etykietę (opcjonalnie) np.: tytuł filmu  lub nazwę ściąganego pliku oraz opcjonalny argument traktowany jako liczba (np.: długość odgrywanego filmu).

Podobnie jak w module E-commerce można dość swobodnie operować parametrami zdarzeń i tylko wyobraźnia użytkownika ogranicza potencjalne możliwości wykorzystania modułu śledzenia zdarzeń. Warto wspomnieć o dwóch bardzo ważnych faktach związanych z korzystaniem z Event Tracking’u:

  • kwestię współczynnika odrzuceń (bounce rate)
  • ograniczeń w liczbie zdarzeń raportowanych w każdej sesji (wizycie użytkownika)

Wszelkie zdarzenia generowane automatycznie (np. po załadowaniu strony) będą przekłamywać współczynnik odrzuceń, ponieważ Analytics będzie zliczał takie zdarzenie jako kolejną interakcję użytkownika ze stroną. Ma to swoje dobre i złe konsekwencje: w końcu wykonanie jakiejś akcji (odegranie filmu, kliknięcie w element sterowany AJAXem) zostanie prawidłowo zaliczone i taka wizyta nie zwiększy bounce rate serwisu.  Z drugiej zaś strony – automatyczne zdarzenia będą przekłamywać współczynnik odrzuceń w nieprawidłowy sposób. Dobrze pokazuje to, jakim problemem jest prawidłowe wykorzystanie modułu Event Tracking w kontekście badania współczynnika odrzuceń.

Ograniczenie liczby zdarzeń do 500 na sesję dla większości użytkowników nie będzie problemem, jednakże poważnie ogranicza wykorzystanie funkcjonalności MouseOverTracker(). Przy próbach śledzenia ruchu myszy bardzo szybko można wyczerpać wspomniany limit.

Na koniec warto wspomnieć o mechanizmie TimeTracker(), który daje możliwość zliczania czasu wykonania operacji ładowania elementów strony (filmów, skryptów) lub wykonania pewnych operacji. Może też być przydatny przy zliczaniu czasu, jaki zajął użytkownikowi proces kliknięcia w przeróżne elementy witryny.

Wszyscy, którzy chcą poeksperymentować z modułem Event Tracking mogą wypełnić prośbę o włączenie tej funkcjonalności dla ich konta Google Analytics. Wystarczy wypełnić prosty formularz.

Tematy: , , , ,

Nie każ mi myśleć (o przecinkach)

Data wpisu: 2009-02-26 – 03:10

Tym razem króciutko o funkcjonalności – nie tylko stron internetowych ale także poważnych programów.

Wydawałoby się, prosta sprawa: kropka czy przecinek w liczbie. Coś, co jest niesamowicie banalne dla komputera, bo cóż to jest zamienić jeden znak na inny, powoduje uciążliwe kłopoty dla użytkowników. Wszystko za sprawą reguł lokalizacji: w krajach anglosaskich jako separator używana jest kropka (.), w Polsce zaś – przecinek (,). Nie byłoby tego posta gdyby nie sytuacje pokazane na obrazkach poniżej.

Błąd w Excelu:

Excel

Poniżej błąd w systemie transakcyjnym mBanku:

mbank

Co ciekawe, błąd zgłasza również OpenOffice Calc:

Calc

Nie potrafię sobie wyobrazić, dlaczego wszystkie te programy traktują kropkę (wpisywaną z przyzwyczajenia programisty) jako śmiertelny błąd. Przecież zarówno mBank jak i obaj specjaliści od arkuszy kalkulacyjnych spokojnie mogliby zamienić moją kropkę w swój przecinek. Nie widzę żadnego powodu dlaczego tak się nie dzieje. Czy to słynne “względy bezpieczeństwa” używane jako wytrych na każde niedopatrzenie?

Tematy: , , ,

Budowanie zasięgu kampanii AdWords

Data wpisu: 2009-01-28 – 14:24

Jednym z podstawowych problemów przy tworzeniu kampanii AdWords jest zbudowanie odpowiedniego jej zasięgu. Jest to szczególnie ważny i trudny problem w sytuacji, gdy nasz klient oczekuje szybkiego wydania budżetu. Można oczywiście pójść na skróty i np. podać bardzo wysokie stawki za kliknięcie, ale dla każdego szanującego się marketera jest to szastanie pieniędzmi klienta. Co można więc zrobić aby rozbudować zasięg i zwiększyć liczbę wyświetleń reklamy AdWords?

Na pewno każdy słyszał o narzędziu Google AdWords Keyword Tool. Nie o nim będę jednak dzisiaj pisał. Google posiada inne, bardzo ciekawe narzędzie, obecnie mało znane. Jest nim Google Insights for Search. Jego działanie jest podobne jak Google Trends, z tym, że wyniki Google Insights for Search są dużo dokładniejsze oraz łatwiej poddają się analizie.

Google Insights for Search pozwala na:

  • porównywanie popularności fraz wpisywanych do wyszukiwarki (np. fraza “laptopy” i “notebooki”)
  • segmentację wyników według czasu (np. ostatnie 12 miesięcy, lata 2004-2009, ostatni tydzień)
  • segmentację według województw lub miast
  • określenie szybko rosnących zapytań (np. określona fraza zanotowała 300% wzrost liczby zapytań)
  • wybranie fraz powiązanych z frazą, którą badamy (np. do frazy “laptop” system podaje inne częste zapytania: “laptop hp”, “hp”, “toshiba laptop”)
  • po zalogowaniu się do swojego konta Google system podaje także dane liczbowe w formie porównawczej (procentowo) w stosunku do wybranej kategorii lub do maksimum aktywności danego hasła (np. możemy dowiedzieć się, że w sierpniu aktywność wyszukiwania danego hasła osiągnęła maksimum)

Do czego mogą przydać się dane generowane przez Google Insights for Search? Najprościej rozpatrzeć to na przykładzie. Załóżmy, że budujemy kampanię reklamującą notebooki. Oczywiście przychodzą nam do głowy różne frazy – “notebook”, “notebooki”, “komputery” itd. Jak jednak rozbudować taką listę? Po pierwsze, możemy skorzystać z wyników powiązanych jakie podaje Google Insights for Search – dowiemy się, jakie inne słowa kluczowe mogą odpowiadać zbudowanej przez nas liście. Przy okazji, dowiemy się, czy np. lepsze jest użycie słowa “laptop” czy “notebook”. Taka wiedza przyda się nie tylko do stworzenia listy słów, ale także pozwoli określić czy w tekście reklamy lepiej użyć tego, czy innego słowa. Bardzo ważną informacją jest segmentacja geograficzna, umożliwi nam ona zdecydować, czy sensowne jest dodanie fraz typu “notebooki warszawa” czy “notebooki mazowieckie”. Ta wiedza ułatwia lepsze targetowanie reklam, a przy kampaniach lokalnych – precyzyjniejsze określenie zarówno słów jak i poprawienie skuteczności ad-tekstów.

Czy Google Insights for Search może się przydać bardziej niż Keyword Tool? Ja raczej widzę jego rolę jako mechanizmu dopełniającego, ponieważ frazy powiązane można łatwo uzyskać zarówno w samym interfejsie Google AdWords jak i za pomocą Keyword Tool’a. Google Insights for Search pozwala na wygodną segmentację geograficzną oraz określenie trendów. Szczególnie ciekawe informacje, których nie posiada Keyword Tool to Rising searches, które poda nam informacje o dynamicznie rosnących zapytaniach.

Obecnie wadą (nie dla wszystkich, oczywiście) jest dostępność Google Insights for Search wyłącznie w języku angielskim.

Tematy: , ,

Kampanie AdWords – czy opłaca się płacić konsultantom?

Data wpisu: 2009-01-12 – 20:53

W trakcie rozmów z klientami często spotykam się z tym pytaniem. Czy jest to zbędny wydatek? Postaram się rozpatrzeć odpowiedź w 3 wariantach, w zależności od wysokości budżetu.

Budżet mini (ok. 100-500 zł miesięcznie)

Przy minimalnej stawce za godzinę pracy konsultanta AdWords, wynoszącej w dużych miastach ok. 100 zł jasne jest, że nie opłaca się wynajmować specjalisty. Przy rocznym budżecie 1000 zł, opłaty za przygotowanie kampanii i wybranie fraz kluczowych wyniosą nawet 50% lub więcej budżetu. Mechanizm Google AdWords jest na tyle prosty, że śmiało można pokusić się samemu wdrożyć własną kampanię. Koszty błędów, jakie się przy tym popełni będą na tyle niewysokie, że nie zrekompensuje ich koszt zatrudnienia specjalisty. Jeśli przy okazji spędzi się nieco czasu czytając dostępne w Internecie artykuły nt. doboru fraz kluczowych, tworzenia reklam tekstowych i optymalizacji kampanii, to własnoręcznie stworzona kampania będzie wystarczająco efektywna. Przy budżecie mini wynajmować specjalisty nie opłaca się (zazwyczaj).

Budżet midi (500-5000 zł miesięcznie)

Budżet w takiej wysokości pozwala na szerokie kampanie, realizujące kilka lub kilkanaście tysięcy kliknięć miesięcznie. Koszt stworzenia kampanii i wybrania fraz kluczowych jest już znaczący – zabierze kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin pracy. Czy w takim wypadku opłaca się płacić? Załóżmy, że sami prowadzimy kampanię. Osiągnęliśmy niezły wynik CTR na poziomie 10%. Miesięcznie wydajemy 4000 zł na kampanię. Gdybyśmy poprosili konsultanta o stworzenie i optymalizację kampanii, moglibyśmy (hipotetycznie) osiągnąć np. CTR na poziomie 20%. Oznacza to, że podwoilibyśmy (efektywnie) swój budżet reklamowy. Czy taki efekt wart jest zapłacenia za 20h pracy konsultanta? Tak! Koszt 2000 PLN zwróci się już w pierwszym miesiącu kampanii! Im większy budżet i dłuższy przewidywany czas prowadzenia kampanii tym bardziej opłaca się zapłacić konsultantowi AdWords. Wraz ze wzrostem budżetu zwiększa się także ryzyko, że błędy przy tworzeniu kampanii na własną rękę będą kosztować sporo. Budżet midi pozwala więc na wynajęcie specjalisty i taki wydatek opłaca się (chyba, że specjalista jest kiepski).

Budżet maxi (od 5000 zł miesięcznie)

Przy tego typu budżetach wydawałoby się, że odpowiedź na pytanie o opłacalność wynajęcia specjalisty jest oczywista. Osobiście wydaje mi się, że bardziej opłacalne jest jednak nie wynajęcie ale zatrudnienie osoby specjalizującej się w reklamie PPC. Duże budżety kampanii oznaczają dużo reklam, dużo fraz i jeszcze więcej czasu potrzebnego do zarządzania i optymalizacji kampanii. Przy koniecznych pracach nad dużymi kampaniami i wydatkach rzędu kilku tysięcy złotych za pracę agencji SEM, tańsze jest wydanie tych pieniędzy na pracownika. Zatrudnienie specjalisty na stałe pozwala także na budowanie kompetencji i wiedzy wewnątrz firmy. Dodatkowo, łatwiej jest zmotywować pracownika wewnątrz organizacji niż opłacanego zewnętrznie najemnika. Odpowiedź na pytanie o opłacalność wynajęcia konsultanta brzmi więc: opłaca się, ale bardziej opłaca się go zatrudnić.

Tematy: , , ,

10 największych błędów usability

Data wpisu: 2008-12-30 – 20:24

Grudzień upływa pod znakiem “10”. Kolejny artykuł tym razem znów z pogranicza usability – 10 najważniejszych błędów projektowania serwisów.

1. Brak cen. Jeden z najpoważniejszych i najbardziej irytujących błędów (często popełnianych przez moje ulubione firmy samochodowe) to brak cennika. Trudny do znalezienia cennik jest niemal porównywalnie denerwujący. Równie użyteczne są wszelkie konfiguratory, które nie pozwalają na szybkie odnalezienie orientacyjnej ceny bez wypełnienia szczegółowych informacji.

2. Brak możliwości sortowania lub filtrowania produktów – szczególnie w sklepach online. Nic skuteczniej nie zniechęca do strony jak konieczność przejrzenia wszystkich produktów lub opcji po kolei. Koniecznie pozwalaj użytkownikom na filtrowanie produktów po markach, najważniejszych cechach oraz zawężanie liczby potencjalnych produktów.

3. Nadmierne używanie PDF”ów do prostych zadań. Czy koniecznie musisz umieścić cennik 30 produktów w ważącym 2 MB pliku PDF? Założymy się, że nie. Dodatkowo: oszczędzasz (oprócz nerwów użytkowników) cenne pasmo transmisji i przyspieszasz działanie swojego serwisu.

4. Używanie podkreśleń do elementów, które nie są linkami lub nie używanie podkreśleń do linków. Użytkownicy będą klikać w podkreślone linki z coraz większą irytacją. Brak możliwości znalezienia linku w tekście ma taki sam efekt, jak nie umieszczenie go tam w ogóle. Wyjątki: menu lub inne jasno określone miejsca, co do których nie ma wątpliwości, że są linkami.

5. Stosowanie pop-upów.  Na szczęście blokady popup’ów ukróciły manię otwierania dodatkowych okienek, to jednak wciąż niektórzy próbują w ten sposób zwracać uwagę na niektóre części swojego serwisu. Radzimy: dobry pop-up to brak pop-up’a.

6. Otwieranie stron w nowych oknach – zaburza możliwość wygodnego powrotu przyciskiem “back”. Czasem okienko otworzy się w mniejszym rozmiarze niż maksymalny i konieczne jest jego irytujące maksymalizowanie (np. część transakcyjna banku Inteligo). W czasach, gdy każda przeglądarka pozwala na łatwe otwieranie nowego okna, pozwólmy więc o tym decydować użytkownikowi.

7. Zbyt długi czas ładowania strony – bardzo skutecznie zniechęca do zapoznania się z zawartością serwisu. W ten sposób dajemy do zrozumienia odwiedzającemu, że mamy w nosie jego czas. Efekt: klient ma w nosie nas.

8. Używanie zbitych bloków tekstu. Brak podziału tekstu na paragrafy, list i nie stosowanie wyróżnień (pogrubień) drastycznie spowalnia skanowanie (przeglądanie) i czytanie treści. Wiedząc, jak delikatną rzeczą jest cierpliwość internauty, nie wystawiaj go na stres i nie każ mu czytać zbyt wiele.

9. Skomplikowane i nic nie mówiące adresy URL. Adres zawierający masę znaków specjalnych, parametrów i liczb nie pozwala na łatwe zorientowanie się w treści strony. Tak przygotowany adres URL powoduje niski współczynnik przejść z wyszukiwarek. W połączeniu z kiepskim snippetem i brakiem tytułu gwarantuje, że nikt nie będzie chciał kliknąć w link w wyszukiwarce. Dobry przykład: http://optymalista.com/marketing-w-wyszukiwarkach/, zły przykład: http://answers.yahoo.com/question/index?qid=20061029173948AAhf58E

10. Budowanie stron z poziomym przewijaniem. O ile internauci przyzwyczaili się do przewijania stron w pionie i tego efektu nie da się uniknąć, o tyle przewijania stron w poziomie zupełnie nie akceptują. Pan Nielsen na pewno ma na to jakieś badania. Sądzę, że wynika z nich, że liczba osób przewijających strony w poziomie jest dużo mniejsza niż 10% populacji.

W tym miejscu żałujemy, że mamy tylko 10 punktów. W trakcie pisania tego tekstu przyszło nam do głowy minimum 30.

10 podstawowych zasad SEO

Data wpisu: 2008-12-18 – 22:58

Kolejny grudniowy post sponsorowany przez liczbę “10”. Tym razem zebrałem garść 10 najważniejszych moim zdaniem zasad, które podniosą pozycję strony w wyszukiwarkach. Tak, cała tajemna wiedza pozycjonerów w krótkim wpisie do bloga.

1. Korzystaj z systemu zarządzania treścią (CMS) wspierającego SEO.

2. Zawsze, absolutnie zawsze nadawaj tytuły swoim stronom. Jeden z największych grzechów twórców stron to strona z tytułem “Untitled document”.

3. Dobry URL to URL przyjazny wyszukiwarkom. Adres pojedynczego dokumentu powinien zawierać potencjalne frazy kluczowe oraz dokładnie odpowiadać zawartości strony. Używaj nieco innych słów niż w tytule.

4. Zrezygnuj z marketingowego bełkotu – strona internetowa to nie ulotka. Pisz krótko, prosto i jasno.

5. Używaj odmian, słów bliskoznacznych i synonimów. SEO kręci się wokół potencjalnych zapytań użytkowników w wyszukiwarce. Zapomnij, że istnieje link pod tytułem “kliknij tutaj”.

6. Zapewnij unikalną treść swojej stronie. Nie kopiuj i nie pozwalaj jej kopiować innym bez twojej zgody.

7. Dbaj o szczegóły: nie pozwól na błędy ortograficzne, nie działające odnośniki, niechlujnie złamane bloki tekstu.

8. Badaj ruch na stronie i ciągle nad nią pracuj. Pamiętaj, że nie ma czegoś takiego jak “finalna wersja strony”

9. Zapewnij wciągający skrót strony w wyszukiwarce (snippet) – zadbaj aby znalazł się tam krótki opis strony, a nie np. kopia menu. Pamiętaj, że użytkownicy klikają tylko w takie linki w wyszukiwarce, które odpowiadają treści ich zapytania. Nie cała sztuka być wysoko w Google – sztuka mieć dużo przejść.

10. Dbaj o poprawną strukturę strony: korzystaj z nagłówków (<H1>), paragrafów (<P>) oraz arkuszy styli CSS.

Tematy: ,

PDF is evil, czyli dlaczego nie lubię stron dilerów samochodowych

Data wpisu: 2008-12-10 – 19:54

Grudzień upłynie pod znakiem postów z serii “10”. Dzisiaj: dziesięć powodów, dla których nie lubię nadużywania plików PDF na stronach internetowych. Zarzut ten szczególnie kieruję do firm samochodowych, które mogłyby nieco zainwestować w ekspertów usability.

1. Nie każdy ma Acrobat Readera – wciąż wielu twórców stron zapomina, że nie każdy może lub chce mieć oprogramowanie do odczytywania plików PDF osadzonych na stronach. Czy naprawdę stać Cię na to, aby zrezygnować z kilku procent potencjalnych klientów tylko dlatego, że nie chciało Ci się wkleić kawałka tekstu w CMSie?

2. PDF-y ładują się ekstremalnie powoli – nawet prosty tekst zajmuje dużo więcej niż jego HTML-owa wersja. No i oczywiście patrz pkt. 3.

3. Uruchomienie Acrobat Readera trwa wieki. Pomimo wielkiej poprawy w wersji 8 Acrobat Readera, jest to jeden z tych niezwykłych programów, które proste rzeczy robią w maksymalnie skomplikowany i powolny sposób. Pamiętaj, że cierpliwość internautów jest pojęciem równie deficytowym jak nadwyżka budżetowa USA.

4. Skoro PDF jest taki świetny, to dlaczego strony tworzy się w HTML? Jeśli jesteś przekonany o wspaniałych zaletach plików PDF, zrób w nim całą stronę. Gwarantujemy sukces rynkowy.

5. PDF jest nieinteraktywny – nie pozwoli na podświetlenie obrazka, na rozwinięcie tabelki – jest jak zeskanowana książka. Jedyne, co można z nim zrobić to wydruk lub skopiowanie kawałka tekstu.

6. Dokument PDF ładuje się po kolei – musisz czekać na załadowanie obrazków. Dokumenty HTML są dużo wygodniejsze: najpierw ładuje się kod i tekst, potem obrazki.

7. Wygląd obrazków zaszytych w PDF skutecznie zniechęca do produktów w nich opisanych. Ten efekt “brudnych zdjęć” szczególnie zauważalny jest na stronach Forda – polecam przejrzenie cenników. Obrazki potwornie skompresowane i w zbyt małej rozdzielczości potrafaią skutecznie obrzydzić najpiękniejszy samochód.

8. Prosty tekst lub tabela nie wymaga PDF, żeby się poprawnie wyświetlić. Po co używać armaty na wróbla? Wypisanie paru cech pojazdów, cennika lub regulaminu nie wymaga w żadnym wypadku tworzenia pliku PDF. Doskonale można to zrobić w HTMLu.

9. Problem małej czcionki i niestandardowego formatu strony. Dlaczego ktoś zmusza mnie do czytania broszury przygotowanej do druku na monitorze? Szczególny przypadek: broszury motocykli BMW.

10. Nie mogę obejrzeć plików PDF ponieważ mój administrator nie zezwala na instalację Acrobat Readera w pracy. Jedyne co mi pozostaje to próba odczytania zawartości przez “wersję HTML” w Google albo noszenie pliku do domu. Większego gwałtu na usability wyobrazić sobie nie potrafię.

PS. Strony producentów samochodów to w ogóle temat na długie dyskusje nt. użyteczności. Na pewno powrócę do nich wkrótce.

Tematy: , , ,

Nowe funkcjonalności Google Analytics

Data wpisu: 2008-12-01 – 15:20

Ledwie skończyliśmy pisać cykl artykułów do Marketingu w praktyce, a już okazało się, że Google wprowadził kilka niezwykle ciekawych funkcji do swojego Analyticsa. W ciągu kilku ostatnich tygodniu wiele osób zauważyło zmiany w panelu zarządzającym Google Analyticsem. Czy nowe funkcjonalności są w jakiś sposób rewolucyjne?

Na pewno najciekawszymi nowościami są: Zaawansowana segmentacja i Raporty niestandardowe. Rewolucją jest fakt, że obie funkcje działają natychmiastowo oraz na danych historycznych. Jest to olbrzymi postęp w porównaniu do dobrze znanych filtrów, które niestety działały dopiero od momentu uruchomienia (co drastycznie utrudniało jakiekolwiek testowanie). Dla raportów niestandardowych przygotowano świetny mechanizm Wizualizacji, pozwalający na wielowymiarową prezentację zestawień danych.

Inne zmiany, jakie wprowadzono to: API (pozwala na pobieranie raportów i integrację Google Analytics z innymi aplikacjami), nowy interfejs systemu oraz zintegrowane raporty Google AdSense. Zarówno API jak i nowe raporty AdSense nie są obecnie dostępne dla wszystkich.

Do czego może przydać się Zaawansowana segmentacja? Przykładowo, możemy stworzyć raport, który powie ilu użytkowników Neostrady spędziło na stronie więcej niż 30 sekund, czytając przy tym ponad 5 stron serwisu. Zaawansowana segmentacja daje tak olbrzymie możliwości, że zajmie sporo czasu, zanim użytkownicy nauczą się, jak je sensownie wykorzystywać. Więcej informacji nt. Zaawansowanej segmentacji można znaleźć w Centrum Pomocy Google Analytics:

Raporty niestandardowe pozwalają na dowolne zawężanie raportów Analyticsa. Łatwo możemy dowiedzieć się, jak prezentuje się liczba nowych użytkowników w kontekście poszczególnych miast Polski. Po stworzeniu takiego raportu, możliwe jest zagłębianie się w poszczególne miasta – tak, jak jest to możliwe dla standardowych raportów Analyticsa. Trudno sobie wyobrazić, jakie szalone raporty są możliwe do stworzenia dzięki temu narzędziu. Tutaj znajduje się dokładny opis nt. Raportów niestandardowych Google Analytics.

Tematy: ,